Forum Ciekawe artykuły Strona Główna Ciekawe artykuły
Zbiór ciekawych tekstów - polityka, religia, obyczaje itp.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

ABORCJA

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Ciekawe artykuły Strona Główna -> Godność Człowieka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
marek dymkowski
Site Admin


Dołączył: 19 Lis 2006
Posty: 64

PostWysłany: Czw Kwi 12, 2007 10:54 am    Temat postu: ABORCJA Odpowiedz z cytatem

Artykuły o szkodliwości Aborcji
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
marek dymkowski
Site Admin


Dołączył: 19 Lis 2006
Posty: 64

PostWysłany: Czw Kwi 12, 2007 10:57 am    Temat postu: Publiczna twarz hipokryzji Odpowiedz z cytatem

Publiczna twarz hipokryzji

Jeśli obrona życia człowieka od poczęcia nie jest dogmatem katolickim, to komu zależy, aby ją tak przedstawiać? Dlaczego nie może być mowy o pójściu na kompromis, gdy permisywne prawo pozwala na zabijanie dzieci? Skąd u polityków deklarujących, że są katolikami, bierze się rozziew pomiędzy osobistymi przekonaniami a tym, czym gotowi są zadowolić się w sferze publicznej? Obnażanie hipokryzji urzędników publicznych z pasją i wnikliwością polemisty podejmuje prof. Robert P. George z Uniwersytetu Princeton.

Zaproszony na kongres Papieskiej Akademii Życia, którego tematem w tym roku była rola sumienia chrześcijańskiego we wspieraniu prawa do życia, prof. Robert P. George, szef programu "Amerykańskie idee i instytucje" na Uniwersytecie Princeton, członek Prezydenckiej Rady ds. Bioetyki, autor wielu książek z dziedziny prawa konstytucyjnego, etyki i teorii politycznej, skoncentrował się na relacji pomiędzy sumieniem a zobowiązaniami politycznymi w odniesieniu do gwarancji prawa do życia dla każdego człowieka.
Wychodząc od nauczania Kościoła katolickiego o świętości ludzkiego życia, prof. George zastanawia się, jakie są logiczne implikacje tego nauczania dla katolików kształtujących życie publiczne.

Wiara nie wyklucza nauki
Kościół katolicki głosi zasadę, że każda istota ludzka - bez względu na rasę, płeć, pochodzenie etniczne, wiek, wielkość, etap rozwoju czy sytuację zależności - jest uprawniona do ochrony prawnej. Przede wszystkim każdy z nas posiada prawo do życia, już w fazie embrionalnej czy płodowej.
Nauczanie to jest czasem podawane w wątpliwość. Mowa o tych, włączając w to niektórych katolików, którzy zaprzeczają, że ludzkie embriony to istoty ludzkie. Utrzymują oni, że embrion to tylko "potencjalne" życie ludzkie, a nie życie ludzkie in statu nascendi. Ale w istocie problem związany z tym stanowiskiem nie jest teologiczny, lecz po prostu naukowy - podkreśla prof. George. A prace z zakresu embriologii człowieka czy biologii rozwojowej dowodzą, że ludzki embrion nie jest czymś z natury różnym od istoty ludzkiej - jak różnią się od nas skała, ziemniak czy aligator. Embrion ludzki jest człowiekiem w szczególnym, bardzo wczesnym, etapie rozwoju. Embrion, nawet w stadium przed implantacją, jest integralnym, osobnym przedstawicielem gatunku Homo sapiens. Człowiek embrion potrzebuje do przeżycia dokładnie tego, czego potrzebuje człowiek w każdej innej fazie rozwoju, a więc odpowiedniego żywienia i otoczenia wystarczająco przyjaznego, aby podtrzymać życie. Od momentu połączenia gamet mamy do czynienia z nową istotą ludzką, a nie zwykłym skupiskiem komórek. "Ty czy ja nigdy nie byliśmy plemnikiem czy komórką jajową; one były genetycznymi i funkcjonalnymi częściami innych ludzi. Ale każdy z nas był kiedyś embrionem, tak jak każdy z nas był kiedyś młodzieńcem, a wcześniej dzieckiem, niemowlęciem, płodem" - zauważa prof. George. Stąd od momentu poczęcia człowiekowi przysługują podstawowe prawa, "które ludzie mają po prostu na gruncie tego, że są ludźmi - włączając w to przede wszystkim prawo do życia".
Przedstawiciele innej szkoły myślenia przyznają wprawdzie, że ludzki embrion jest istotą ludzką, ale zaprzeczają, że wszystkie istoty ludzkie to osoby; niektórzy na gruncie swojego upośledzenia nigdy nie będą osobami - nie mogą więc mieć praw człowieka. Tymczasem wszyscy ludzie posiadają przyrodzoną godność, która stanowi moralną podstawę jednakowego prawa do życia dla wszystkich; prawo to nie zależy od wieku czy fazy rozwoju, nie można go wymazać przez fizyczną czy umysłową niesprawność, bycie zależnym. Jak podkreśla naukowiec z Princeton, życie poważnie upośledzonego dziecka jest równe co do fundamentalnej wartości życiu zdobywcy Nagrody Nobla w dziedzinie nauk ścisłych.
Kościół nieprzypadkowo stoi więc na stanowisku, że wszystkie istoty ludzkie posiadają fundamentalne prawa człowieka, w tym prawo do życia. To na tej postawie Kościół naucza, że zawsze poważnym złem jest niszczenie ludzkiego życia przez aborcję, dzieciobójstwo, badania na embrionach połączone z uśmiercaniem czy terroryzm.
Od tych, którzy stanowią prawo, i od innych osób publicznych jako służących dobru wspólnemu w danej wspólnocie politycznej Kościół wymaga respektowania i ochrony praw wszystkich ludzi bez wyjątku. - Zauważcie - wskazuje prof. George - że obowiązkiem osób publicznych nie jest "forsowanie nauczania Kościoła katolickiego“, lecz raczej wypełnianie wymogów sprawiedliwości i dobra wspólnego w świetle zasady przyrodzonej i równej godności każdego członka rodziny ludzkiej.

Czy katolik może opowiadać się za aborcją?
Szukając odpowiedzi na to pytanie, prof. George analizuje argumenty Mario Cuomo - polityka amerykańskiego, członka Partii Demokratycznej, który w latach 1983-1995 pełnił urząd gubernatora stanu Nowy Jork. Cuomo zasłynął z promowania poglądu, że katolicy aktywni w przestrzeni publicznej mogą, a nawet powinni wspierać prawo do aborcji czy finansowanie z budżetu centralnego eksperymentów na ludzkich embrionach, w wyniku których część z nich zostaje uśmiercona. Według George’a, stanowisko Cuomo, stanowiące ucieleśnienie poglądów tzw. katolickich aborcjonistów, zbudowane jest na ciągu podstawowych błędów logicznych.
Politycy afiszujący się ze swym katolicyzmem, którzy jednocześnie popierają aborcję czy wspomniane eksperymenty, mówią zazwyczaj, że są tym praktykom "osobiście przeciwni", ale zarazem szanują prawa innych, którzy zgadzają się w nie angażować.
Jak relacjonuje prof. George, gdy Cuomo przemawiał niedawno w Waszyngtonie na Forum "Polityka i wiara w Ameryce", stwierdził, że urzędnicy publiczni, także katolicy, są odpowiedzialni za "stwarzanie warunków, w których wszyscy obywatele mają wolność działania zgodnie z ich przekonaniami religijnymi, nawet jeśli te są sprzeczne z rzymskokatolickimi dogmatami dotyczącymi rozwodu, kontroli urodzeń, aborcji, badań nad komórkami macierzystymi, a nawet istnieniem Boga". Zdaniem Cuomo, katolicy powinni popierać legalną aborcję czy badania, których skutkiem jest niszczenie embrionów - jak czyni to on sam - ponieważ gwarantując te prawa innym, zarazem gwarantują samym sobie prawo do "odrzucania aborcji i odmowy uczestnictwa w pobieraniu komórek macierzystych z embrionów czy przyczyniania się do tego".
Błąd takiego rozumowania staje się oczywisty, gdy zastanowimy się, czy prawo katolika (albo baptysty, żyda i in.) do odrzucenia dzieciobójstwa, niewolnictwa czy eksploatacji pracowników daje takie prawo innym, którzy akurat nie podzielają owych "religijnych" przekonań o zabijaniu, niewoleniu czy wykorzystywaniu. Profesor George zwraca uwagę na fakt, że stosunek do zabijania dzieci poczętych nie jest dogmatem Kościoła, jak to próbuje przemycić Cuomo w przesłankach swego argumentu. Dogmaty - takie jak ten, że Jezus Chrystus jest jednorodzonym Synem Bożym - nie podlegają przecież prawnym regulacjom.
Zasady leżące u podstaw ruchów pro-life nie są kwestią "dogmatu". Obrońcy życia, niezależnie od tego, czy są katolikami, protestantami, żydami, muzułmanami, hindusami, buddystami, agnostykami, czy też ateistami - rozumieją je i proponują jako "fundamentalne normy sprawiedliwości i praw człowieka", których źródłem jest przekonanie, że niegodziwością jest umyślne zabójstwo niewinnych istot ludzkich - czy to przed urodzeniem, czy po. Gdyby prawa zabraniające zabijania ludzi przed narodzeniem gwałciły prawo do wolności religijnej tych, którzy nie akceptują takiego nauczania, wtedy prawa zabraniające zabijania niemowląt, wykorzystywania pracowników i wielu innych poważnych form niesprawiedliwości również byłyby naruszeniem wolności religijnej, bo nie ma kryterium rozróżniania praktyk, które podpadają pod kategorię wolności religijnej, od tych, które są od niej niezależne. - Na pewno Cuomo nie życzyłby sobie takiej konkluzji - stwierdza George.
Cuomo zasugerował ponadto, że przepisy przeciwne aborcji i eksperymentom biomedycznym nierespektującym prawa do życia będą zmuszać zwolenników owych procedur do praktykowania religii tych, którzy myślą odmiennie. Profesor George uważa to za kolejny błąd argumentacji. - Czy konstytucyjny zakaz niewolnictwa zmusił tych, którzy byli za posiadaniem niewolników, do praktykowania religii tych, którzy niewolnictwo odrzucali? - pyta retorycznie.
- Aby zachować moralną integralność, nie można "osobiście sprzeciwiać się" aborcji czy badaniom na embrionach, które skutkują ich uśmiercaniem, a jednocześnie wspierać legalne przyzwolenie dla tych praktyk, a nawet ich finansowanie z pieniędzy publicznych, jak to czyni wielu katolickich polityków, włączając w to katolików z Partii Demokratycznej i niektórych z Partii Republikańskiej w USA - konkluduje prof. George. - Dlatego że przez wspieranie aborcji i badań na embrionach prowadzących do ich zagłady w sposób nieunikniony angażują się oni w poważną niesprawiedliwość tych praktyk - dodaje.

Zamęt wokół idei separacji państwa i Kościoła
W jaki sposób Kościół może zareagować, gdy osoby, które publicznie reklamują się jako katolicy, jednocześnie angażują się w popieranie zabijania dzieci poczętych? Jak ma traktować tych, którzy głoszą, że są w pełnej komunii z Kościołem, a promują niesprawiedliwe i skandaliczne praktyki, które narażają nienarodzonych na przemoc, jaką jest aborcja?
Profesor Robert P. George argumentuje, że teza ks. abp. Raymonda Burke’a z St. Louis, iż nie powinno się takim politykom udzielać Komunii Świętej, jest w pełni usprawiedliwiona z moralnego punktu widzenia. Hierarcha podczas ostatniej kampanii wyborczej zadeklarował, że osoby publiczne, które popierają aborcję i inne niesprawiedliwe ataki przeciw życiu niewinnych ludzi, nie mogą przyjmować Komunii Świętej - pierwszego sakramentu jedności. - Obrońcy życia każdego wyznania poparli stanowisko księdza arcybiskupa. Krytycy natomiast szybko go potępili. Oskarżyli go o "przekroczenie granicy" oddzielającej Kościół od państwa - zauważa George.
- Wolność jest drogą dwukierunkową - tłumaczy profesor Uniwersytetu Princeton. - Działając na mocy swojego urzędu biskupiego, aby dyscyplinować członków swojej wspólnoty, którzy dopuszczają się tego, co według nauczania Kościoła jest ciężką niesprawiedliwością przeciwko niewinnym ludziom, ks. abp Burke skorzystał z własnego konstytucyjnego prawa do wolności religijnej, nie pozbawiał innych ich praw - zauważa. Prawo nie zmusza nikogo do akceptacji zwierzchności kościelnej, ale można taki prymat wybrać. - Jest nazwa dla ludzi, którzy akceptują władzę biskupów katolickich. Nazywani są oni "katolikami" - podkreśla.
Krytykom księdza arcybiskupa, którzy utrzymują, że bezprawnie miesza się on do polityki, prof. George zarzuca sytuacjonizm i hipokryzję; dowodzi, że mówili coś zgoła innego, gdy duchowni "wmieszali się" do polityki w imię spraw, które oni sami też popierali. W szczególności powołuje się na słynny przypadek ks. abp. Josepha Rummela z Nowego Orleanu, który w latach 50. XX wieku był wychwalany m.in. przez "New York Times" za ekskomunikowanie polityków katolickich, którzy wspierali rasizm i segregację w szkołach. Hierarcha mówił wtedy, że segregacja rasowa jest sprzeczna z nauczaniem Kościoła o przyrodzonej godności człowieka i równych prawach wszystkich ludzi.
Jolanta Tomczak
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
marek dymkowski
Site Admin


Dołączył: 19 Lis 2006
Posty: 64

PostWysłany: Pon Kwi 16, 2007 12:13 pm    Temat postu: Ludobójstwo?? Odpowiedz z cytatem

Problem aborcji jest bolesny dla wielu osób. Niewątpliwie największymi ofiarami są nienarodzone dzieci, których żywot kończy się jeszcze przed przyjściem na świat. W dalszej kolejności jest to tragedia matki, mniej lub bardziej świadomie dopuszczającej się morderstwa swego dziecka, której przyjdzie żyć ze świadomością popełnionej zbrodni. Kolejnymi osobami są najbliżsi kobiety, którzy pchnęli ją do zabicia dziecka. Odpowiedzialny za zbrodnię staje się lekarz dokonujący aborcji.
Nie należy jednak zapominać o personelu medycznym, który często wbrew własnemu sumieniu asystuje przy zabójstwie.

Michel Schooyans w książce "Ukryte oblicze ONZ" pisze: "Charakter społeczny człowieka stoi u podstaw społeczeństwa obywatelskiego, w którym osoby, uznając się wzajemnie, uznają siebie jako podmioty prawa". Dożyliśmy czasów, kiedy "matka" 7-letniego dziecka wnosi sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, rozgłaszając po świecie, że odmówiono jej prawa do zabicia własnego dziecka. Co więcej, kobieta dodaje, że gdyby ponownie znalazła się w takiej sytuacji, nie wahałaby się "usunąć ciąży". Czy córka jest dla niej podmiotem, czy raczej uciążliwym przedmiotem? Jak się czuje w takiej sytuacji jej dziecko? Jak poczuje się za kilka lat?
W polskim prawie ma zastosowanie stara rzymska zasada "nasciturus pro iam nato habetur, quotiens de commodis eius agitur", czyli "dziecko poczęte uważa się za już narodzone, o ile chodzi o korzyści dla niego". Absurdalne wydają się stwierdzenia kobiet o "prawie do własnego brzucha" w momencie, gdy w tym brzuchu jest nie guz, który trzeba wyciąć, ale istota ludzka, drugi człowiek. Artykuł 927 ustęp 2 kodeksu cywilnego mówi, że poczęte dziecko może być spadkobiercą, a zatem ma już swoje prawa. Tymczasem ktoś chce decydować o tym, czy ten istniejący już człowiek może przyjść na świat. Taka decyzja, do której chcą mieć "prawo" kobiety, pozbawia prawa do życia innych, a także zmusza do zabójstwa bądź asystowania przy nim osoby trzecie - personel medyczny.

Zagłada jak w Auschwitz
Jakiś czas temu miałam możl iwość rozmowy z położnymi pracującymi w jednym z warszawskich szpitali. To, co opowiadały, mroziło krew w żyłach. Mówiły o obecnym prawie w zakresie "ochrony życia" oraz naginaniu tego prawa. - Te dzieci nie mogą się bronić, a dlatego że są chore, to się je zabija. To najbardziej nas porusza - mówi pani Anna. Swoją sytuację położne uświadomiły sobie po obejrzeniu filmu dokumentalnego o niemieckich obozach koncentracyjnych. - Wtedy zabijano ludzi, bo byli na przykład Żydami. Wszyscy pomagali, wrzucali do pieca, a my robimy to samo z zabitymi dziećmi, tylko pakujemy je nie do pieca, a do jakiegoś wiadra albo w słoik - opowiada położna. Wyznaje, jak bardzo poruszył ją obejrzany film i dał do myślenia. - Czym się różnimy od faszystów? - pyta. - Wtedy zabijano dorosłych, którzy teoretycznie mogli się jeszcze bronić, a dzieci nie mogą, co widać na ich malutkich twarzach - wyznaje pani Anna. Opisuje widok dzieci po dokonanej aborcji. - Zasłaniają rękoma twarz, mają otwarte buzie, bo zostały zwyczajnie uduszone. To widok bardzo drastyczny.
Pani Zofia pracowała przy rzekomych poronieniach około pół roku. Położne, zorientowawszy się w sytuacji, nie chciały pomagać w uśmiercaniu dzieci. Ordynator zarządził na oddziale pracę rotacyjną. Co pół roku wymiana... Ale kobiety wiedzą, że nie jest to właściwe rozwiązanie problemu i nie mogą spać spokojnie.

Bez moralnego wsparcia
Ze swojego doświadczenia znają przeróżne przypadki. Czasem zdarza się, że kobieta znajduje się pod wielką presją lekarza oraz swoich bliskich, jest wręcz zaszczuta przez nich. W szpitalu zaś nie może liczyć na pomoc psychologa, jest zdana wyłącznie na siebie.
Pani Zofia opowiada historię kobiety, która przyszła "usunąć" ciążę nie z powodu zagrożenia życia, ale wady dziecka, z którą mogło ono żyć. Kiedy kobieta przyszła na oddział, założono jej środki poronne, jednak po chwili strasznie się zdenerwowała i poprosiła, by je usunąć. Lekarz wyraził zgodę. Kobieta strasznie płakała, nie potrafiła sobie poradzić z tym problemem i w takim stanie poszła do domu. - Była pod taką presją lekarzy oraz swojego męża, który powiedział, że jeśli urodzi to dziecko, to on ją zostawi, że za dwa dni wróciła na oddział... Nie wiem, jak potoczyły się jej dalsze losy, jednak widziałam, w jakiej była rozterce, jak bardzo to przeżywała i że wcale nie była to jej wola - wspomina położna. Po niektórych twarzach kobiet nic nie widać, ale na wielu można wyczytać wielką rozterkę, jednak nikt z nimi nie rozmawia, żaden psycholog ani przed, ani po...

Fikcyjne raporty
Na pytanie, jak często zdarzają się w szpitalu przypadki tzw. aborcji ustawowej lub rzekomych samoistnych poronień, położne odpowiadają, że prawie codziennie. - Czasem było kilka dni przerwy, jednak bywa i tak, że są trzy dziennie - mówi pani Anna. Dziwi mnie fakt, że nie ma to odzwierciedlenia w raportach i statystykach. Od razu jednak położne tłumaczą, jak to jest możliwe: oficjalne dane, jak raport Ministerstwa Zdrowia, podają zaledwie nieliczne przypadki przerwań ciąży ze wskazań medycznych. Wpisy do książki zabiegowej nie są do końca jasne ani dokładne. - Sama przeglądałam tę książkę. Nawet czasami widziałam w historii choroby, że przychodzi kobieta, ale nie ma wpisu, czy urodziła żywe dziecko czy martwe, czy poród był indukowany. Widniała tylko data, godzina i informacja, że wyłyżeczkowano jamę macicy - takie zdawkowe określenie. Podejrzewam, że na podstawie tych zdawkowych danych nikt nie liczy tych zabiegów, bo nie wiadomo do końca, co to było - mówi pani Zofia. - A może to być próbne wyłyżeczkowanie w celu zdiagnozowania, czy nie ma choroby nowotworowej. Albo można to potraktować jako poronienie samoistne i trzeba było wyłyżeczkować, żeby nie było powikłań, ale nie dodano, że założono środki poronne - dodaje położna. Naszym rozmówczyniom trudno określić, czy takie zachowanie jest planowanym działaniem czy też zwykłą nieuwagą, zbagatelizowaniem problemu.

Zbrodnia bez śladów
Poza "ustawowymi przypadkami" w szpitalu położne były świadkami częstych rzekomych samoistnych poronień. Koleżance pani Zofii zdarzył się taki przypadek. Kobiecie, która trafiła do szpitala, podczas badania wypadły środki poronne. - Trafiła na oddział pod hasłem "samoistne poronienie", a przypuszczam, że przyjechała po wizycie w prywatnym gabinecie - mówi pani Zofia. W tym przypadku sprawa była jasna, ale najczęściej jest to niewykrywalne, gdyż środki poronne wchłaniają się do organizmu i nie pozostaje po nich ślad, a dziecko umiera... - Teraz tzw. skrobanek zazwyczaj nie ma. Nie ma już mechanicznych, brutalnych zabiegów przerywania ciąży. Nikt nie ingeruje jakimiś narzędziami. Podawane są środki wywołujące poronienie. Ktoś wpadł na "lepszy" pomysł, bardziej "humanitarny" - mówi pani Anna.

Klauzula sumienia
W Polsce obowiązuje Kodeks Etyki Zawodowej Polskiej Pielęgniarki i Położnej. Punkt 20 Kodeksu mówi, że "pielęgniarka i położna ma prawo do odmowy uczestniczenia w zabiegach, badaniach naukowych i eksperymentach biomedycznych, które swoją istotą przeczą uznawanym przez nią normom etycznym". Powołując się na ten punkt, czyli potocznie mówiąc na klauzulę sumienia, położne odmawiają wykonywania tych nieludzkich czynności. Często są jednak zastraszane wyrzuceniem z pracy, wyśmiewane. - Koleżanka poszła do sekcji położnych i tam się dowiedziała, że jest pierwszą osobą, która przychodzi z takim problemem - mówi pani Anna. - Być może gdzie indziej nie wychodzi to poza szpital - zastanawia się położna. Sprawa została odebrana jako pojedynczy głos i padło stwierdzenie, że jeśli ktoś powołując się na klauzulę sumienia, będzie represjonowany, dopiero wtedy zostaną poczynione kroki. Jakie? Nie wiadomo. Prawdą jest jednak, że położne boją się mówić głośno o problemie, obawiają się utraty pracy, a często są jedynymi żywicielami rodziny. Sumienia jednak nie da się zagłuszyć...
Katarzyna Cegielska
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
marek dymkowski
Site Admin


Dołączył: 19 Lis 2006
Posty: 64

PostWysłany: Wto Maj 22, 2007 1:32 pm    Temat postu: czy grozi im ekskomunika?? Odpowiedz z cytatem

Różne agencje komentowały wypowiedź Benedykta XVI stanowiącą odpowiedź na zapytanie dziennikarzy o opinię na temat ogłoszenia przez biskupa Meksyku ekskomuniki na polityków, którzy poparli ustawę zezwalającą w tym mieście na zabijanie dzieci poczętych do 12. tygodnia życia. Papież poparł decyzję ks. kard. Norberto Rivera Carrery, ordynariusza diecezji miasta Meksyk, "ponieważ zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego zabicie nienarodzonego dziecka wiąże się z automatyczną ekskomuniką wszystkich, którzy mieli udział w zabiegu" ("Nasz Dziennik" 10 maja 2007 r.).

Ojciec Święty powiedział przy tym, że ekskomunika to nic nowego i w decyzji biskupa nie było nic arbitralnego, tylko to, co przewiduje nauka Kościoła. Wobec tego, że jest to ekskomunika automatyczna, nie jest konieczna formalna decyzja Watykanu. Objęty ekskomuniką jest personel medyczny, sędziowie i politycy. Warunkiem zdjęcia kary ekskomuniki jest dokonanie aktu publicznej pokuty (wg: www.fronda.pl 12 maja 2007).

KAI = Communicatio Aliter Intellecta?
Notatka na forum internetowym "Frondy" zatytułowana "Czy KAI cenzuruje Benedykta XVI???", przytacza wypowiedź KAI w następującym brzmieniu: "W odpowiedzi na pytanie o polityków, którzy w Meksyku poparli przepisy w sprawie niekaralności aborcji, Ojciec Święty podkreślił potrzebę spójności działań polityków, dodając, że Kościół głosi Ewangelię życia. 'Życie jest darem, a nie zagrożeniem' - powiedział. Komentując niektóre uwagi agencji prasowych w tej ostatniej sprawie, dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej ks. Federico Lombardi SJ, uściślił, że skoro biskupi meksykańscy nie ogłosili żadnej ekskomuniki na swych polityków, to również Benedykt XVI tego nie zrobił. 'Działalność ustawodawcza sprzyjająca aborcji jest nie do pogodzenia z udziałem w Eucharystii' - przypomniał". W następnym dniu KAI podała dodatkowe wyjaśnienie: "Ze słów Papieża oraz późniejszego wyjaśnienia rzecznika Watykanu księdza Federico Lombardiego, który podkreślił, że Ojciec Święty nie domaga się od biskupów meksykańskich jednoznacznej klątwy na polityków, którzy przegłosowali legalizację przerywania ciąży, watykanista mediolańskiego dziennika wnioskuje, że 'ekskomunika przewidziana w kodeksie prawa kanonicznego dotyczy tych, którzy biorą udział w aborcji (zarówno kobieta, jak i lekarz), natomiast do permisywnych legislatorów skierowane jest życzenie o 'samowykluczenie się' z komunii. Obok korespondencji z Brazylii 'Corriere della Sera' zamieszcza krótką rozmowę z Giulio Andreottim, który 29 lat temu jako szef rządu podpisał przyjętą przez parlament ustawę legalizującą aborcję. Były siedmiokrotny premier Włoch wspomina to jako 'jeden z najtrudniejszych dni' swej kariery politycznej. Ma nadzieję, że grzech, jakiego się wtedy dopuścił, 'uległ przedawnieniu' i ujawnia, że nigdy nie rozmawiał o tym ze swoim spowiednikiem". Według notatki na "Ostatniej Stronie" "Naszego Dziennika" (nr 112, 15 maja 2007), Andreotii zmagał się wtedy z problemem, czy "większym złem" jest podpisanie ustawy proaborcyjnej, czy zrezygnowanie z urzędu premiera i oddanie miejsca socjaliście. Pomimo podpisania tej ustawy uważał, że "osobiście" jest przeciw aborcji i że to jest lepsze dla Italii niż oddanie urzędu socjaliście, który był "za aborcją", choć ten nie musiał już jej podpisywać, bo zrobił to za niego Andreotti, "katolik". Prasa brazylijska natomiast wyraźnie stwierdzała, że "Papież popiera ekskomunikę proaborcyjnych polityków", że "potępia aborcję", że "potępia depenalizację aborcji" (wg TVP 10 maja 2007). Wirtualna Polska podaje informację o ekskomunice podobnie jak "Nasz Dziennik". EWTNews przytacza piękną wypowiedź prezydenta Salwadoru, który poruszony wypowiedzią Papieża, wzywa innych prezydentów Ameryki Łacińskiej, aby wzięli sobie do serca powagę problemu, jakim jest oficjalne popieranie aborcji (11 maja 2007 r.).

Oświadczenie i "wyjaśnienie"
Natomiast Catholic World News zatrzymuje się nad brakiem precyzji w "wyjaśnieniu" podanym przez ks. Federico Lombardiego. Phil Lawler pisząc na temat "Wyjaśnienia papieskich uwag" ("On 'clarifying the Pope's remarks'") stwierdza, że "Benedykt XVI jest wyjątkowo inteligentnym człowiekiem, z rzadkim darem jasnego wypowiadania się. Nadto jest wikariuszem Chrystusa i wobec tego może zrozumiesz, dlaczego jestem zmartwiony, kiedy ktoś jemu podległy, uważa, że jest rzeczą konieczną, aby 'wyjaśnić' uwagi Ojca Świętego". Autor dodaje potem: "Czy ojciec Lombardi rzeczywiście wyjaśnił problem, czy może go zaciemnił, pozostaje kwestią otwartą" (CWN 10 maja 2007 r.).
Niektórzy komentatorzy dodający swoje uwagi do artykułu Lawlera, życzyli Papieżowi, aby nie udzielał wywiadów "dla prasy", inni martwili się niepokojącym zjawiskiem, że już po raz kolejny ktoś uważa się za upoważnionego, by "wyjaśniać", jak należy rozumieć naukę Papieża, jak to już było z problemem islamu, "limbus puerorum" czy obecnie z ekskomuniką. Niektórzy podkreślali delikatną, choć istotną różnicę między twierdzeniem, że ktoś "nie powinien przyjmować Komunii Świętej" i wymaganiem, aby "komuś odmówiono Komunii Świętej", czyli odsunięto go od Stołu Pańskiego. Te różnice mają związek z różnymi sformułowaniami zawartymi w pewnych dokumentach kościelnych, a które wynikły z szczególnych okoliczności pastoralnych. Człowiek, który w sumieniu czuje się niegodny Komunii Świętej, ma oczywiście obowiązek wstrzymania się od uczestnictwa w Eucharystii, choć ten fakt niegodności jest czysto prywatny i osobisty. Ale jeśli taki fakt jest publiczny i znany w danym środowisku, wtedy prawo kościelne nakazuje odsunięcie takiego człowieka od udziału w Komunii Świętej (por. KPK 915). Jest to właśnie istotny element ekskomuniki, która zabrania udziału w Komunii Świętej komuś, kto z powodu określonych przestępstw wyłączył się ze wspólnoty Kościoła. Duszpasterze są wtedy zobowiązani z tytułu odpowiedzialności za świętość Kościoła i liturgii, by nie dopuścić takiego ekskomunikowanego winowajcy do Eucharystii; w grę wchodzi tu także obowiązek unikania zgorszenia, jakie wiązałoby się z dopuszczeniem do Eucharystii ludzi jawnie niegodnych.
Wspomniany Phil Lawler napisał ponownie na temat "wyjaśnień" dotyczących wypowiedzi Papieża (CWNews 16 maja 2007 r.). Stwierdził, że z wypowiedzi Papieża wynika, że politycy meksykańscy, którzy zalegalizowali aborcję, sami się wyłączyli z udziału w Komunii. Lawler ubolewa nad tym, że w tym czasie pewne świeckie media zamąciły sens wypowiedzi Papieża, a nawet niektórzy przedstawiciele Kościoła powiększyli zamęt. Stwierdził także, że "wyjaśnienie" pochodzące od przedstawiciela watykańskiej prasy "niczego nie wyjaśniło". Co więcej, w publicznym oświadczeniu, pełnym arogancji i niezrozumienia sprawy, grupa amerykańskich parlamentarzystów zaatakowała Papieża, usiłując wykorzystać ogólne zamieszanie dla promocji swoich politycznych celów.

Protest amerykańskich polityków
O tym wystąpieniu amerykańskich polityków donosi m.in. CWN z 15 maja 2007 roku. Chodzi o demokratycznych członków Izby Reprezentantów, którym przewodzi Rosa DeLauro. Stwierdzili oni, że stanowisko Papieża oraz implikacje wynikające z odwołania się do prawa kanonicznego "obrażają samą naturę amerykańskiego eksperymentu"; powiedzieli także, że posunięcie zmierzające do wykluczenia z przyjmowania Komunii proaborcyjnych polityków "poważnie zaszkodzi trwającemu wieki dobremu dziełu pełnionemu przez Kościół". Demokraci uważają, że "wchodzenie z religijnymi sankcjami na teren polityczny pozostaje w konflikcie z naszymi podstawowymi przekonaniami na temat roli i odpowiedzialności demokratycznej reprezentacji w pluralistycznej Ameryce". Stwierdzili również, że "zderza się to z wolnościami gwarantowanymi w naszej konstytucji". Nie wykazano jednak, jakim szczegółowym "wolnościom" sprzeciwia się ta "ingerencja" papieska.
O tym proteście demokratów pisze także Steven Ertelt (LifeNews 15 maja 2007 r.). Dodaje on, że w czasopiśmie "The Hill" referującym sprawy Kongresu amerykańskiego, ukazało się oświadczenie, według którego politycy zgadzają się z Kościołem katolickim w tym, że "aborcja jest czymś niepożądanym" i że każdy członek Kongresu powinien "zaangażować się, by zredukować liczbę niepożądanych ciąż i stworzyć środowisko zachęcające do donoszenia ciąży do swego terminu". O wystąpieniu grupy 18 demokratów pisze także Peter J. Smith (LifeSiteNews 15 maja 2007 r.).

Polityka bez etyki?
Sprzeciw wyrażony przez amerykańskich "demokratów" świadczy o tendencji do uwolnienia działalności politycznej od kryteriów moralnych. Dzieje się to pod pretekstem "rozdziału państwa od Kościoła", tak jakby polityk, działający na forum państwa nie był związany prawem moralnym, czyli jak gdyby nie był związany wewnętrzną prawdą swego człowieczeństwa. Jest to całkowicie patologiczne spojrzenie na relację między osobą ludzką a życiem politycznym, mające cechę jakiejś schizofrenii. Przerażający jest pod tym względem przykład wspomnianego Andreottiego, który żył w rozdwojonej osobowości: jako "człowiek" (katolik) i jako "premier". Ten "drugi" - premier, był tylko automatem do podpisywania, figurantem na pokaz (że niby "katolik" jest u władzy), a właściwie był błaznem politycznym i pajacem poruszanym przez niewidzialne nici założone przez "władcę tego świata".
Amerykańskim politykom przeszkadza religia i Kościół, kiedy przypomina o niezmiennych zasadach moralnych. Ale nie przeszkadza im wchodzenie na forum Kościoła i odwoływanie się do wierzących wyborców, aby uzyskać od nich poparcie dla swej partii. Jest to ohydne wykorzystywanie wiary i samej organizacji Kościoła dla celów politycznych. To wstrętna instrumentalizacja i manipulacja Kościołem, której władza kościelna powinna się stanowczo przeciwstawić.
Jeśli jakiś "rozdział" jest sensowny, to ten, który pozwala jasno odróżnić katolika od tych, którzy zuchwale i cynicznie odrzucają zasady wiary i moralności katolickiej i którzy kłamstwem i podstępem wciskają się do kościelnej wspólnoty jak złodziej i wilk "porywający owce". Myśmy też w Polsce mieli takich "katolickich" polityków, którzy potem zdradzili nas, Kościół i Polskę. Dość tego oszustwa!
Skoro nawiązałem do naszej, polskiej sytuacji, muszę odnieść się do odważnej, choć ryzykownej, inicjatywy pewnych młodych ludzi, którzy, zmartwieni niepowodzeniem projektu ulepszenia Konstytucji w aspekcie ochrony życia, napisali do Papieża Benedykta XVI pytając, czy posłowie, którzy nie poparli nowelizacji art. 38 Konstytucji, podlegają ekskomunice. Nie wiadomo, czy ten list dotarł do Ojca Świętego, bo jak dotąd podobno odpowiedzi nie ma. Czy odpowiedź przyjdzie, czy nie, można bez obawy większego błędu stwierdzić, że nie ma podstaw do przyjęcia faktu automatycznej ekskomuniki w stosunku do tych posłów, ponieważ przedmiotem ich decyzji (głosowanie jako decyzja) było nie zaatakowanie życia poczętego wprost czy pośrednio, lecz problem ulepszenia samej Konstytucji. Przedmiotem wyboru było nie "zabić czy nie zabić", lecz to, czy posłowie będą na tyle zdolni i przewidujący, by prawo względnie dobre (art. 38 w dotychczasowym brzmieniu) zastąpić prawem lepszym, a nawet doskonałym (przez wpisanie słów "od poczęcia do naturalnej śmierci"). Problem dotyczył więc kształtu prawa, które i tak nie każe zabijać ani nie zezwala na zabijanie: sama Konstytucja w swoim dotychczasowym brzmieniu jest "po stronie życia". Inna rzecz, że gdyby nasi politycy i prawnicy potrafili myśleć logicznie (a nie tylko prawniczo), doszliby do wniosku, że ustawa zezwalająca na "wyjątki" od podstawowej zasady (nie zabijaj!), jest sprzeczna z Konstytucją, z sumieniem i zdrowym rozsądkiem, ponieważ jest sprzeczna z prawem Bożym. Ale ponieważ myślenie jest rzeczą trudną i męczącą, dlatego potrzebna była nowelizacja, do której niestety nie doszło, bo myśli ludzkie poszły innymi torami. Z tego wszystkiego wynika, że nasi politycy wprawdzie nie są jeszcze ekskomunikowani, ale mają do odrobienia ogromne zaległości w myśleniu i ogromne straty moralne, na jakie pośrednio narazili cały Naród. Niech ich dobry Bóg ma w opiece!

Stanowczo sprzeciwić się złu!
Nie można więc być katolikiem i popierać zła w jakiejkolwiek postaci. W tym duchu wypowiedziała się pani Judie Brown, przewodnicząca Amerykańskiej Ligi Życia (American Life League - ALL), formułując zwięźle konkluzję wynikającą z wypowiedzi Papieża: "nie możesz być [równocześnie] katolikiem i popierać aborcję" (Michael Hichborn, MichNews 9 maja 2007 r.). W artykule tym Hichborn zadaje sobie pytanie (w tytule), "Czy biskupi posłuchają Papieża?". Pani Judie Brown przyjęła stanowisko Benedykta XVI "z ogromnym uznaniem" i wyraziła wdzięczność za dodatkowe wyjaśnienia dotyczące motywów, którymi kierują się politycy, nie rozumiejący prawdy i wartości życia; a także za przypomnienie, że "życie jest darem Boga [...] i że od początku jest znakiem Bożej miłości do ludzkości". Przewodnicząca ALL zwróciła przy tym uwagę na fakt, że "Brazylia jest kolejnym krajem, w którym nienarodzeni obywatele są przedmiotem ataku ze strony polityków, którzy uważają się za wiernych katolików".
Oczywiście, tym pierwszym krajem, w którym obserwuje się tego rodzaju sprzeczność, jest USA. Matt. C. Abbott odnotowuje pewne głosy piętnujące próby kojarzenia wiary i postawy proaborcyjnej (MichNews 4 maja 2007 r.). Przytacza wypowiedź e-mailową ks. Toma Euteneuera (prezesa Human Life International), protestującą przeciw oficjalnym wizytom pani Hillary Clinton w katolickich ośrodkach wychowawczych i kościelnych. Ksiądz Euteneuer napisał: "Sprzeczność, jaka się kryje w wizycie osławionej promotorki aborcji w domu katolickich dzieci noszącym tytuł 'Miłosierdzie', nie da się wyrazić słowami. Wizyta pani Clinton jest skandalem najwyższego stopnia dla miejscowej społeczności kościelnej, lecz jest także smutnym przykładem świadczącym o niechęci przywódców kościelnych, by uznać jasną granicę między dobrem i złem, aby obronić wiarę ludności". Abbott przytacza też stanowczy list Theresy Bonopartis skierowany do gubernatora Nowego Jorku w sprawie podtrzymywania przepisów pozwalających na aborcję.
Obszerniej na temat niekonsekwencji obserwowanych w Kościele amerykańskim wypowiada się Michael J. Gaynor, nawiązując do wypowiedzi Benedykta XVI na temat kanonicznych konsekwencji popierania aborcji. Gaynor przytacza wypowiedź Stevena Ertelta (redaktora "Life News"), który stwierdza: "Kościół katolicki zawsze wypowiadał się jasno, że stanowczo sprzeciwia się aborcji i pragnie, aby proaborcyjni politycy przemyśleli swoje stanowisko albo powstrzymali się od przyjmowania Komunii Świętej. Benedykt XVI wzmocnił ostrzeżenie z ostatniej środy twierdząc, że proaborcyjni politycy ekskomunikowali się sami". Michael Gaynor przytoczył swoje wcześniejsze wypowiedzi na podobny temat, kiedy domagał się, by nie dopuszczano Johna Kerry'ego do Komunii św. (25 maja 2004 r.). Wtedy bowiem niektórzy czołowi politycy udawali praktykujących katolików, choć odrzucali podstawowe zasady moralne głoszone przez Kościół. Takim politykiem jest obecnie m.in. Nancy Pelosi, która natarczywie ubiega się o Komunię Świętą, ponieważ twierdzi, że "jest to dla niej bardzo ważne", oczywiście w sensie politycznym, ponieważ przedstawiając się jako "praktykująca katoliczka" zyskuje głosy wielu wyborców.
Autor wymienia jeszcze inne nazwiska znanych polityków i zadaje sobie pytanie, czy dla biskupów amerykańskich okaże się ważniejszą sprawą obrona podstawowych zasad, czy uzyskanie zwolnień podatkowych. Gaynor przytacza nazwiska biskupów, którzy otwarcie i odważnie strzegli dyscypliny kanonicznej i sakramentalnej. Między innymi biskup Wilton D. Gregory ogłosił, że "katoliccy politycy nie mogą podpisywać się pod żadnym zdaniem, które utożsamia wolność lub demokrację z moralnym relatywizmem, który zaprzecza moralnym zasadom". Autor ubolewa, że odsunięcie takich polityków jak John Kerry, Nancy Pelosi od Komunii było zbyt długo odkładane. "Im wcześniej postawi się barierę, tym lepiej (...). Pan Jezus nie schlebiał politykom ani spraw finansowych nie stawiał wyżej niż zasady. Grzech musi zostać zidentyfikowany jako taki, a 'polityczna poprawność' nie uwalnia od grzechu".
Dnia 23 kwietnia 2004 roku dotarło z Kongregacji Kultu Bożego ważne wyjaśnienie, podpisane przez ks. kard. Francisa Arinze, stwierdzające, że polityk proaborcyjny, trwający w uporze, musi być odsunięty od Komunii. Kardynał wyraził się zwięźle: "jeżeli nie powinien przyjmować Komunii, nie należy mu jej udzielać". Gaynor komentuje niefortunne posunięcie amerykańskiej Konferencji Episkopatu, która nie podtrzymała w pełni stanowczego tonu kardynała Arinze i powierzyła biskupom decyzję zależnie od ich indywidualnej, roztropnej oceny. Negatywną rolę odegrał tu m.in. ks. kard. Mc Carric. Autor wyraża się krytycznie także o innym wysokim dostojniku: jest nim ks. kard. George, arcybiskup Chicago, który pozwala pani Hillary Clinton przemawiać na forum kościelnym, co wywołuje konsternację i smutek katolików. Pani Clinton jest bowiem publicznie znana jako zwolenniczka aborcji. Gaynor pisze: "Hillary Clinton ubiega się o urząd prezydenta. Każde jej pojawienie się i wystąpienie ma wydźwięk polityczny. Pani Clinton sprzeciwia się moralnej nauce Kościoła na temat aborcji, niedopuszczalności eksperymentów na embrionach, na temat homoseksualizmu i w ogóle małżeństwa. Obiecuje poparcie homoseksualistów, jeśli zostanie prezydentem. Pani Clinton pojawia się jako fundatorka Domu Miłosierdzia i to jest zniewagą dla Kościoła i zgorszeniem dla wiernych. Jest to porażający afront dla ruchów 'pro-life', które walczą w obronie życia nienarodzonych i osób upośledzonych. Jest to przeciwne postanowieniom biskupów zabraniającym honorowania osób odrzucających zasady Kościoła" (wg artykułu "The Pope is Right, Not Cardinal George" - MichNews 11 maja 2007 r.).

"Święta i Bestia"
LifeSiteNews z dnia 15 maja odsłania jeszcze inną stronę "charakteru" pani Clinton. Kandydatka na prezydenta sporządziła kasetę, na której pokazuje się na jednej fotografii - ni mniej, ni więcej - tylko z bł. Matką Teresą z Kalkuty, co wywołało oburzenie wielu kół katolickich. Fotografia pochodzi z roku 1995, z konferencji w Pekinie, poświęconej "prawom kobiet", między innymi promocji "prawa do aborcji". Nie ma chyba większej sprzeczności, jak umieszczenie tych dwóch kobiet na jednej fotografii użytej dla promocji propagandy feministycznej. Szczyt cynizmu i bezczelności, świadczący chyba o zupełnym braku sumienia, a może nawet rozumu. Biedna Ameryka, jeśli dostanie takiego prezydenta. Ale biedny Kościół, jeśli ma służyć za trampolinę dla kariery takiego moralnego potwora. Czy wolno milczeć?
ks. prof. Jerzy Bajda
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
marek dymkowski
Site Admin


Dołączył: 19 Lis 2006
Posty: 64

PostWysłany: Sob Lip 12, 2008 11:16 am    Temat postu: Chrześcijanin musi być obrońcą życia Odpowiedz z cytatem

Z przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski JE ks. abp. Józefem Michalikiem, metropolitą przemyskim, rozmawia Sławomir Jagodziński

Ekscelencjo, nie tak dawno wielu ludzi dobrej woli zaangażowało się w obronę 14-latki z Lublina i jej poczętego dziecka. Niestety, wielka, a może i większa, była też ofensywa tych, dla których liczyła się jedynie aborcja. Pojawiły się agresywne wypowiedzi pod adresem obrońców życia, których określano fanatykami, fundamentalistami... Czy jednak nie jest tak, że to właściwie każdy katolik, z racji wyznawanej wiary i obowiązującej go moralności, ma być obrońcą życia?
- Spór o zasady, czyli o pryncypia etyczne, jest zawsze sporem decydującym o tożsamości człowieka, cywilizacji, kultury, także o tożsamości religii. W związku z tym kwestionowanie jakiejkolwiek z tych zasad, na których zbudowana jest wrażliwość człowieka, sumienie czy normy współżycia międzyludzkiego, jest zawsze niebezpieczne. Takim kryterium myślenia poprawnego, które stawia bardzo mocne wymagania, są przede wszystkim te znane nam zasady, wpisane w serce każdego, niezależnie od tego, czy jest wierzącym, czy nie. Nie zabijaj, nie mów fałszywego świadectwa, nie kradnij, czyń dobro - obowiązuje wszystkich i stosunek do tych zasad wskazuje, z kim mamy do czynienia. Chrześcijanin, wyznający zasady Ewangelii, formujący swoje sumienie Biblią ma jednoznaczną drogę - powinien być obrońcą życia, ma szanować życie, niezależnie od tego, czy to jest życie człowieka dorosłego czy dziecka poczętego. A zwłaszcza w przypadku dziecka w łonie matki mamy do czynienia z życiem niewinnym i bezbronnym i tu jakiejkolwiek agresji skierowanej bezpośrednio w nie nic nie może usprawiedliwiać. Człowiek musi się jasno sam wobec siebie opowiedzieć: jest za życiem albo przeciw, za uczciwością lub przeciw itd. Jeśli jest za, to jest osobą, która idzie za głosem sumienia i słucha Ewangelii, jeśli nie, sam staje w perspektywie dotkliwiej choroby moralnej i przez popełnienie ciężkiego moralnego przewinienia, czyli grzechu, wyłącza się ze wspólnoty wierzących.

Niedawno ks. Marek Gancarczyk, redaktor naczelny "Gościa Niedzielnego", został pozwany do sądu za zabieranie głosu w obronie życia. Czy można nie nazywać zabójstwem hańbiącej ludzkość aborcji?
- W oświadczeniu wydanym przez księdza redaktora "Gości Niedzielnego" jest zakwestionowany cytat pewnej gazety, która wśród jakiejś części intelektualistów niesłusznie uchodzi za wyrocznię sumienia... Ale tu nie o to chodzi. Trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć, że aborcja jest zabójstwem. Jest tak i tak będzie niezależnie od tego, czy wypowie to ksiądz, czy świecki człowiek. Jeśli się narusza zasadę życia, to jest zabójstwo - zarówno, gdy przerywa się życie w pierwszym jego etapie po poczęciu, po kilku dniach, miesiącach, jak i po latach. Chodzi tu zawsze o bezpośrednie działanie mające na celu pozbawienie człowieka życia na jakimś etapie rozwoju, a nie o skutek uboczny. Trzeba sobie wewnętrznie przyswoić raz na zawsze etycznie poprawny sposób określania czynów. Aborcja jest zabójstwem - tu nie ma żadnych wątpliwości. Nie zmieni tego żadne "zagłaskiwanie" nazewnicze tej zbrodni, niwelowanie tego zła, wmawianie ludziom, że to jest inna kategoria. Nie jest to inna kategoria! Każda aborcja to uśmiercanie człowieka, czyli zabójstwo! Dobrze, że są ludzie, którzy ten temat podejmują, bo to pomoże wyklarować pojęcia co do zasad dotyczących przykazania "Nie zabijaj".

Ojciec Święty Benedykt X VI dosyć często zwraca uwagę na to, że wiary nie można zepchnąć jedynie do sfery prywatnej. Czy zatem osoba wierząca, katolik, który zostaje np. ministrem, powinien zostawić swoje przekonania religijne i moralne przed gabinetem, w którym otrzymuje nominację, jak to ostatnio można było usłyszeć?
- Niestety, jest to kolejna próba zafałszowania myślenia, że wiara jest sprawą prywatną. Wszystkie totalitaryzmy, dawniej i obecnie, próbują to człowiekowi wmówić. Jeśli już nie mogą zakazać wiary, bo trudno jest wkroczyć we wnętrze poszczególnych ludzi, to postulują: bądź sobie prywatnie wyznawcą takiej czy innej religii, ale lepiej niech ta religia nie ma związku z życiem zewnętrznym. W sferze publicznej chcą być wyłącznymi władcami, którzy sami będą wyznaczać drogi postępowania, kategorie myślenia czy kryteria moralne, sami będą nagradzać i karać, ustanawiać najwyższe prawa, nie licząc się z sumieniem ani z prawem naturalnym i Stwórcą. Widać w tym pychę tych integrystów liberalnych, którzy próbują narzucić wszystkim właśnie taki sposób myślenia. Wiary nie można dać zepchnąć do sfery prywatnej. Każda bowiem religia, która odrywałaby się od życia codziennego, publicznego, zewnętrznych decyzji i wyborów, byłaby czystą utopią, religią zakłamaną. Dlatego trzeba to jasno powiedzieć: katolicy także w życiu publicznym powinni zdawać sobie z tego sprawę, że mają obowiązek zachować czyste sumienie, mają pozostać wierni wyznawanej wierze także w oficjalnych wypowiedziach oraz uchwalaniu praw, podejmowaniu decyzji, w określonym zachowaniu się w życiu publicznym.
Warto tu podkreślić, że problematyka obecności katolików w życiu publicznym, także politycznym, ma swą historię. Nauczał na ten temat Sługa Boży Jan Paweł II, a teraz naucza Benedykt XVI. W adhortacji posynodalnej "Sacramentum Caritatis " z lutego zeszłego roku Ojciec Święty przypomina, że takie wartości jak życie, prawo do wychowania dzieci przez rodziców, nie mogą podlegać negocjacjom i być odrywane od wyznawanej wiary. To jest sprawa bardzo zasadnicza. Jedną z chorób naszych czasów jest właśnie ten wysiłek wmawiania ludziom, że są jedynie wtedy "nowocześni", jeśli redukują całe swe religijne życie do wymiaru prywatnego.

Wydarzenia związane z aborcją, której dokonała 14-latka z Lublina, wywołały temat odpowiedzialności za zabicie dziecka poczętego wszystkich, którzy się w jakiś sposób do tego przyczynili. Przypomnienie o karach kościelnych, które są związane z tym przestępstwem, wywołało falę krytyki, czasem cynicznej. Na temat ekskomuniki zareagowano trochę tak, jak na temat szatana, piekła - wyśmiewaniem. Jednak prawda jest taka - czy komuś to się podoba, czy nie, Kościół nakłada kary za zabicie dziecka poczętego. Czy Ekscelencja może przypomnieć, czemu to służy?
- Chodzi o szczególne zwrócenie uwagi na wielkie zło tego konkretnego czynu. Zabicie człowieka, który nie ma prawa głosu, prawa obrony, jest przecież szczególnym okrucieństwem. Jeśli zatem nawet nikt się nie upomina o zabitego człowieka w łonie matki, nie chronią go przepisy stanowione, to podstawowe prawo człowieka - prawo do życia, obowiązuje. Kościół broni tego skrzywdzonego, który sam się bronić nie może. Bronimy ustanowionego przez Boga prawa, które chroni życie poczętego dziecka, bo to przecież Bóg jest Dawcą życia. Poprzez obwarowanie przestępstwa aborcji najwyższymi karami Kościół zwraca uwagę na to, że tego rodzaju czyn ma szczególnie zły wymiar, pozbawia życia dziecko i jest wielkim nieszczęściem dla tych, którzy się do niego przyczyniają. Żyją oni w cieniu zbrodni, a jeżeli tego jeszcze nie rozumieją, to trwają w kłamstwie co do swych czynów, co także jest tragiczne.
Przypomniałbym tu sytuację z maja zeszłego roku. Na pokładzie samolotu lecącego do Brazylii Papież Benedykt XVI zaimprowizował konferencję prasową. Padły tam pytania właśnie na temat aborcji i kary ekskomuniki. Zapytano Ojca Świętego, czy zgadza się z ekskomunikowaniem deputowanych, którzy zalegalizowali aborcję w Meksyku. Papież odpowiedział dosłownie: "Ekskomunika nie jest niczym arbitralnym, jest ona częścią prawa kanonicznego, a opiera się po prostu na zasadzie, że zabójstwo niewinnej osoby ludzkiej jest nie do pogodzenia z uczestnictwem w Komunii Świętej". Zatem człowiek, który dokonuje zabójstwa dziecka poczętego, musi wiedzieć, że postawił się sam poza społecznością Kościoła. Przecież wspólnota ludzi wierzących ma za zadanie głosić miłość i robić wszystko, aby tę miłość Boga i bliźniego praktykować. Wyklucza się z niej każdy, kto zamiast miłości dopuszcza się krzewienia nienawiści albo wprost zabija drugiego człowieka, który rozwija się pod sercem matki. Ekskomunika to taki bardzo mocny alarm, dzwon, który ma poruszyć zagubione serca. Oczywiście, tę karę zaciąga się w określonych warunkach, bo tak jak w przypadku każdego grzechu, kiedy chodzi o wymiar moralny aktu ludzkiego, zawsze ważną rzeczą przy ocenie danego postępowania jest świadomość, dobrowolność itd.

Katolik ma nie tylko prawo, ale i obowiązek wnosić światło Ewangelii w życie społeczne, polityczne. Jeżeli jednak tego nie robi, a do tego - będąc osobą publiczną - popiera rozwiązania prawne sprzeczne z prawem naturalnym, z nauczaniem Kościoła związanym z obroną życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, może przystępować do Komunii Świętej?
- Jak już wspomniałem, w sprawie oceny winy moralnej zawsze musi być uwzględnione rozeznanie, świadomość i dobrowolność czynu, którego ktoś się dopuszcza. Wszystko zatem, co świadczy o braku świadomości danej osoby, braku rozeznania, wiedzy na temat danego złego postępowania, zmniejsza winę. Jeśli natomiast mówimy o popełnieniu danego czynu w pełnej świadomości, w tym przypadku o świadomym popieraniu aborcji, wiedząc, że stanowisko Kościoła w tej sprawie jest jednoznaczne, to czymś niegodziwym jest manipulowanie później przy ludzkich sumieniach poprzez publiczne mówienie, że jestem katolikiem, chodzę do kościoła, ale w tej sprawie mam inne zdanie. Parę lat temu była w Polsce moda na taką postawę: "Jestem katolikiem, ale w sprawie siódmego przykazania 'Nie kradnij' to ja jednak mam swoje zdanie, że państwowe można kraść". Nie, nie można kraść, lecz państwo też nie może okradać obywateli. Nigdy nie może być zgody także na taką postawę: "Jestem katolikiem, ale w sprawie obrony życia to jestem zdania, że do trzeciego miesiąca można zabijać" albo że "można zabijać, gdy prawo dopuszcza". Nie, nie można zabijać.

Gdyby jednak ktoś, kto jednego dnia publicznie mówi, że jest za aborcją i - nie zmieniając poglądów - kolejnego dnia przystąpił do Komunii Świętej...
- Popełniłby świętokradztwo. To byłby przypadek chorego sumienia, hipokryzji i szczególnej manipulacji. Tego rodzaju określenia niestety niekiedy słyszymy...
Ktoś, kto przystępuje do Komunii Świętej, musi zawsze uwzględnić swoją odpowiedzialność moralną za zło, do którego doszło, i ustalić to ze spowiednikiem. Przed Komunią Świętą wszelki grzech przecież musi wcześniej być darowany w sakramencie pojednania. Wszak Komunia Święta to też droga do zjednoczenia w wierze i miłości z Chrystusem żywym w Kościele i ze wszystkimi braćmi i siostrami. Jak mogę się zjednoczyć z braćmi, których zabicie promuję?! Spowiednik, wobec którego człowiek nie kłamie, powinien pomóc w wyjaśnieniu zasad, zbadać konkretne okoliczności, warunki, rozeznać grzech. Jednocześnie trzeba mieć tę świadomość, że przecież ciężki grzech zabicia dziecka poczętego nie dotyczy jedynie rodziców czy lekarza, który bezpośrednio pozbawił go życia. Może dotyczyć również np. całego splotu spraw, chociażby głosowań w Sejmie, zarządzania dyscypliny partyjnej w konkretnym klubie, aby przegłosować prawodawstwo przeciwko życiu.

Takie prawodawstwo jednak w sumieniu katolika nie obowiązuje...
- Katolik nie ma obowiązku, nawet nie wolno mu dostosować się do tego rodzaju dyscyplin, które godzą w życie lub łamią inne zasady etyczne, bo są to prawa niemoralne. Przecież w obecnych czasach, dzięki kultowi demokracji, gdzie decyduje większość głosujących w parlamentach, państwa mogą i wydają różne zarządzenia niezgodne z prawem moralnym, z Dekalogiem. Ja jako obywatel mam zrobić wszystko, żeby takiego prawa nie uchwalano, a gdyby uchwalono, to mi go nie wolno po prostu zachować, choćby to miało się łączyć z jakimś nawet heroicznym oporem. To ma być znak dla państwa, dla władzy publicznej, że takich praw uchwalać nie wolno.

Czy ewentualne nawrócenie osoby publicznej, polityka, który np. znany był powszechnie jako zwolennik aborcji, eutanazji, wymaga przed jego udziałem w życiu sakramentalnym Kościoła także publicznego poinformowania o zmianie swych poglądów, przyznania się wobec opinii publicznej do błędu?
- Jest stara zasada, że publiczne zło trzeba publicznie naprawić. Dlatego za zniesławienie osoby publicznej należy publicznie przeprosić. Człowiek promujący aborcję powinien się ze swej postawy wycofać i to w jakiś sposób zakomunikować, a przynajmniej to postanowić, zadeklarować, że tego dokona. Bo publiczny grzech czy publiczne złamanie tego rodzaju zasady, jak obrona życia, jest zgorszeniem, które musi być publicznie odwołane. Człowiek taki, polityk może to zrobić w różny sposób, ważne, aby tego dopełnił. Jeśli bowiem oszukuje, to brnie dalej w zło. I tu nie chodzi o "oszukanie" spowiednika, bo "oszukany" zostanie przede wszystkim Pan Bóg. Trzeba zatem w takiej sytuacji mówić, ostrzegać: nie przystępuj do stołu Pańskiego, bo nie masz dyspozycji. Bóg jest miłosierny, gotów ci przebaczyć, ale ty musisz być w stanie przyjąć to przebaczenie, musisz zmienić myślenie i życie, prawdziwie, szczerze się nawrócić.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na piękne przykłady wielkich nawróconych, np. dr Bernard Natanson, który wcześniej zabijał, a teraz stał się wielkim działaczem broniącym życia. Czy osoby, które powtarzały i promowały wielkie kłamstwa, aby zadziałać prawem wielkich liczb i wprowadzić aborcję w Stanach Zjednoczonych, co się dokonało... Dzisiaj z tej drogi radykalnie zawracają. To też jest przykład pozytywny wewnętrznego i zewnętrznego nawrócenia ludzi.

Wiadomo, że na wszystkich, którzy przyczynili się do zabicia dziecka poczętego, nakładane są kary kościelne. Jaka jest dla nich droga powrotu do jedności z Kościołem?
- Ktoś, kto ma władzę, musi zwolnić z ekskomuniki, z tego wyłączenia z Kościoła, i to po zaistnieniu określonych warunków. Najczęściej się to dokonuje w konfesjonale, w czasie spowiedzi. Jednak upoważnienie do zwolnienia z takich kar musi danemu księdzu dać biskup. Aborcja to jeden z tych grzechów zastrzeżonych biskupowi. Z reguły powinno być tak, że kapłan zatrzymuje rozgrzeszenie, potem zwraca się do ordynariusza i prosi o władzę odpuszczenia grzechów anonimowo dla pewnego penitenta, z racji dokonanych aborcji, zapewniając, że zrozumiał on zło, którego się dopuścił. I tu Kościół idzie w kierunku człowieka, np. dla ułatwienia pojednania wyznaczany jest kapłan, który przy każdej katedrze otrzymuje stałą władzę rozgrzeszania z tego typu grzechów, po stwierdzeniu warunków nawrócenia, nadziei na poprawę i nadaniu pokuty.

A co się dzieje z osobą, która umiera jako ekskomunikowana?
- Niekiedy Pan Bóg wydaje nas nam samym. Wchodzimy w Tajemnicę! Ostatecznie nie wiemy, czy człowiek w ostatnim momencie nie wrócił do Boga jak syn marnotrawny do ojca. Chodzi o problem wolnej woli i nawrócenia. Jeśli człowiek nie chce się nawrócić, odrzuca Miłosierdzie Boże, odrzuca żal za grzechy, chęć poprawy, to sam wybiera drogę własnego potępienia. Jego sumienie osądzi go przed Bogiem. Natomiast jeśli nie zdążył zewnętrznie okazać oznak nawrócenia, nie zwrócił się do księdza, do Kościoła z prośbą o przebaczenie, to jego szczery żal może pomóc odnaleźć Miłosierdzie Boże. Niech gorąco ufa Panu Bogu i prosi, bo to ostatecznie Bóg przebacza nam grzechy. Należy zawsze pamiętać, że nawrócenie to droga, która otwiera się przed nami po każdym złym czynie, ale uparte trwanie w grzechu może prowadzić do zatwardziałości sumienia i niemocy duchowej. Nad człowiekiem czuwa nie tylko Chrystus Zbawiciel, ale i szatan nie próżnuje.

Obowiązujące w Polsce ustawodawstwo w dziedzinie obrony życia określone jest jako kompromis. To nie jest dobre słowo. Dla katolika te rozwiązania powinny być jedynie pierwszym krokiem, powinien on dążyć, aby zapewnić prawo do życia wszystkim bez wyjątku. Czy ostatnie wydarzenia, które za nieczystość, za zbyt wczesne rozpoczęcie życia seksualnego młodych ludzi ukarały zabiciem ich poczęte dziecko, skłonią Kościół w Polsce do szerszego zaangażowania na rzecz zmiany prawa w Polsce, tak aby chroniło poczęte życie bez wyjątków? Przed rokiem, choć było blisko, to się przecież nie udało...
- Podzielam zdanie, że nie może być w przypadku ochrony życia ludzkiego prawo w połowie dobre, a w połowie złe. Ono musi być klarowne. Prawo powinno chronić życie. Jesteśmy w świecie świadkami ruchu w kierunku zniesienia wszelkiej kary śmierci w nadziei, że to pomoże zniwelować również wojny między ludźmi. Cywilizacja musi rozwijać się w tym kierunku, żeby nie tylko eliminować broń masowego rażenia, ale także żeby eliminować w ogóle zabijanie jako sposób rozwiązywania problemów, ochrony człowieka czy zapewniania mu wolności. Nie jest wolnością pozwalanie na zabijanie poczętego dziecka, choćby miało to być dopuszczane jedynie w określonych przypadkach.
Rzeczywiście, w dyskusji związanej z 14-letnią uczennicą z Lublina pominięto zupełnie sprawę wychowania do wstrzemięźliwości, do czystości, do miłości ofiarnej, czyli do zaangażowania całego ciała i ducha, sumienia i odpowiedzialności, wierności i wzajemnego zaufania. A to wielkie wyzwanie, aby ciągle dokonywać korekty naszego myślenia i naszego postępowania, czyli wychowywać ludzi. Natomiast jeśli np. media, szkoła będą wmawiać dzieciom i młodzieży, że współżycie bez zobowiązań i przed ślubem jest sprawą tylko decyzji czy wyboru, to nie wychowamy odpowiedzialnych ludzi. I przecież w końcu tacy ludzie nie unikną konsekwencji niemoralnego życia. Dyskusja zatem wokół tego tematu jest bardzo potrzebna. Tak jak trzeba mówić o obronie życia, trzeba też mówić o czystości, wierności i podtrzymywać przestrzeganie zasad moralnych.
Prawdą jest, że wychowywanie człowieka dokonuje się także przez uchwalanie moralnych praw. Bo to wytycza kierunek postępowania ludzi. O kompromisie w obronie życia trudno mówić, można jedynie mówić o metodologii działania w kierunku pełnej ochrony dzieci poczętych. Rok temu poszerzyć tej ochrony się nie udało. Ale katolik zawsze musi być obrońcą życia i ma obowiązek do tej sprawy wracać.

Dziękuję za rozmowę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
marek dymkowski
Site Admin


Dołączył: 19 Lis 2006
Posty: 64

PostWysłany: Czw Sie 21, 2008 7:43 pm    Temat postu: słowo ks. bp. Stanisława Napierały o aborcji Odpowiedz z cytatem

Słowo pasterskie wygłoszone przez ks. bp. Stanisława Napierałę, ordynariusza kaliskiego, w bazylice-sanktuarium św. Józefa w Kaliszu, w pierwszy czwartek sierpnia 2008 roku podczas modlitwy w intencji rodzin i obrony życia

I "Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony" (Mt 16, 17). Błogosławiony, bo poznałeś, kim jest Jezus. Błogosławiony, bo wyznałeś wiarę, że Jezus jest Mesjaszem i Bogiem. Błogosławiony, ponieważ nie ciało i krew ci to objawiły, ale Ojciec, który jest w niebie. Błogosławiony jesteś, Szymonie Piotrze, że Jezus ciebie uczynił skałą, na której zbudował i ciągle buduje Kościół taki, że bramy piekielne go nie przemogą. Błogosławiony jesteś, Piotrze, w swoich następcach, Biskupach Rzymu. Błogosławiony jesteś w Papieżu Benedykcie XVI, w Papieżu Janie Pawle II, w Papieżu Pawle VI. Błogosławiony jesteś w swoich wszystkich następcach, którzy w szczególny sposób musieli światu przypominać naukę o podstawowym prawie człowieka, prawie do życia w całej rozciągłości jego istnienia i rozwoju, a więc od poczęcia do urodzenia i od urodzenia do naturalnej śmierci.
W tym roku, 25 lipca, minęło czterdzieści lat od wydania przez Ojca Świętego Pawła VI encykliki "Humanae vitae". Jakże był to potrzebny dokument wobec nasilających się w szybkim tempie poglądów i praktyk przeciwko ludzkiemu życiu w okresie prenatalnym. Papież Paweł VI przypomniał, określił i potwierdził naukę Kościoła. Zawrzało! Stało się widoczne, jak daleko posunęły się błędy i działania przeciwko życiu. Jak wielu ludzi zagubiło się w tej sprawie.
Czterdziestą rocznicę encykliki "Humanae vitae" media liberalne ledwie że odnotowały. Natomiast nasiliły się różnego rodzaju działania, deklaracje, wypowiedzi ukazujące aborcję jako rzekomo coś normalnego; jako prawo tych, którzy chcą się nią posługiwać, i jako obowiązek państw, szpitali, lekarzy. Co najbardziej uderza w nowym przypływie fali cywilizacji śmierci, to rozmijanie się z prawdą, to, nie waham się powiedzieć, kłamstwo, którym posługują się propagatorzy cywilizacji śmierci. Kłamstwo stało się chyba głównym środkiem i narzędziem propagandy aborcyjnej. Jest ono obecne w deklaracjach organizmów Unii Europejskiej, w uchwałach parlamentów, w lewicowo-liberalnych partiach politycznych, w wielu środowiskach laickich i oczywiście w liberalnych mediach. To kłamstwo należy pilnie wskazać i je obnażyć. Niech temu posłuży w skromnej mierze także to rozważanie.

II Kłamstwem jest twierdzenie, że poczęte życie, zwłaszcza w pierwszych dniach, tygodniach i miesiącach, nie jest życiem ludzkim, że jest czymś nieokreślonym i dlatego każdy może mieć swój pogląd na ten temat i postąpić, jak uważa. Natomiast prawdą jest, że od pierwszej chwili istnienia, zwanej poczęciem, mamy do czynienia z dzieckiem i że to dziecko jest człowiekiem. Prawdziwym człowiekiem w pierwszym stadium jego istnienia i rozwoju.
Jest człowiekiem. Dlatego każdy, kto zabija poczęte ludzkie życie, zabija człowieka. I wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób w akcie tym, eufemistycznie nazywanym aborcją. uczestniczą, stają się winnymi zabójstwa człowieka. Ściągają na siebie wymóg kary należnej za zabójstwo człowieka, którą niekiedy sami uchwalili. Ściągają na siebie wymóg kary za zabójstwo człowieka niewinnego, najbardziej niewinnego i bezbronnego.
Okazuje się, że czterdzieści lat po encyklice "Humanae vitae" zachodzi wielka potrzeba, aby matkom, ojcom, społeczeństwom, państwom, organizacjom i partiom politycznym, ludziom mediów znów przypomnieć i głosić z mocą, że poczęte dziecko jest człowiekiem, a aborcja to nie żaden zabieg, lecz okrutne zabójstwo. Trzeba prawdę tę przypominać tym bardziej że mnożą się różnego rodzaju stowarzyszenia i organizacje, które pod płaszczykiem ochrony zdrowia kobiet, dzieci i niemowląt propagują zabijanie poczętych dzieci oraz zalecają seksualną rozwiązłość, zbijając miliardy na swoich niecnych działaniach.
Trzeba z mocą przypominać, że poczęte dziecko jest człowiekiem, a aborcja jest zabójstwem, ponieważ odzywają się wpływowe środowiska proaborcyjne, które domagają się, aby zakazać nawet pytań i wszelkich badań dotyczących określenia początku pojawienia się człowieka w łonie matki.

III Kolejne kłamstwo, jakie należy ujawnić, dotyczy kobiet-matek. Nie wolno ich okłamywać! Trzeba przede wszystkim im mówić, że poczęte w nich życie to człowiek. Jeśli sięgną po aborcję, zabiją własne dziecko, zabiją człowieka.
Straszną krzywdę wyrządzają kobiecie-matce wszyscy, którzy doradzają jej aborcję. A cóż powiedzieć o niecnych ludziach, którzy jej w tym pomagają. Aborcja nie jest drogą do rozwiązania ich problemu. Przeciwnie, aborcja dopiero stwarza im problem, z którym będą musiały borykać się do końca swoich dni. I wówczas niestety nikt, kto tak zachwalał im aborcję, palcem nie kiwnie, aby im pomóc. Kiedyż wreszcie któraś z kobiet, dopuszczająca się aborcji pod wpływem zachęt i nacisków różnych wpływowych ośrodków, nie mówiąc już o naciskach, a nawet o pomocy ze strony instytucji, które są powołane w państwie do zabezpieczania obywatelom troski o zdrowie i życie, odważy się wystąpić publicznie na drogę prawną, domagając się odszkodowania za wyrządzoną jej krzywdę na zdrowiu w postaci utraconego wewnętrznego pokoju, spowodowanych wyrzutów sumienia, a czasem bezpłodności?
Dość okłamywania kobiet, skoro dziś wiadomo, że jest tyle możliwości godnego rozwiązania ich problemów, tak aby poczęte dziecko mogło żyć i się urodzić, a matka nie musiała w samotności dźwigać ciężaru winy za śmierć, na jaką wydała swoje dziecko.

IV Czas położyć kres obłudzie i zakłamaniu, jakoby aborcja była przejawem nowoczesności i postępu. Jest wręcz odwrotnie. Aborcja, uderzając w człowieka, w jego podstawowe prawo, jakim jest prawo do życia, relatywizuje to prawo, i to relatywizuje je w odniesieniu do każdego człowieka. My, żyjący, jesteśmy tymi, którym udało się uciec spod obłudnego postępu i nowoczesności. Czy zdajemy sobie sprawę, że wskutek aborcji ginie na świecie więcej ludzi niż w czasie wojen? Aborcja to nie postęp ani nowoczesność, lecz nowoczesne, wyrafinowane zabijanie człowieka; to barbarzyństwo. Przypominają się pamiętne słowa wypowiedziane przez Ojca Świętego Jana Pawła II tu, w Kaliszu. Posłuchajcie ich raz jeszcze wy, którzy tak zawzięcie propagujecie aborcję w kraju i za granicą: "Miarą cywilizacji, miarą uniwersalną, ponadczasową, obejmującą wszystkie kultury, jest jej stosunek do życia. Cywilizacja, która odrzuca bezbronnych, zasługuje na miano barbarzyńskiej, choćby nawet miała wielkie osiągnięcia gospodarcze, techniczne, artystyczne oraz naukowe".
Aborcja więc odziera cywilizację z postępu i nowoczesności, czyniąc ją barbarzyńską. I nic tu nie zmieni siła, pieniądze, hałaśliwy liberalizm, szatański chichot, taktyka szyderstwa, kpiny, poniżania wprzęgane w jej propagandę.
Wy, którzy propagujecie aborcję, którzy do niej nakłaniacie, a nawet na różne sposoby do niej zmuszacie, jesteście, owszem, bogaci; bogaci w rozmaite środki materialnego nacisku. Jednego wszakże wam brak. Brak wam prawdy. A ona jest tu najważniejsza. Ona decyduje o godności i randze cywilizacji. Ona jest kryterium postępu i nowoczesności. Żyjecie w kłamstwie i kłamstwem się posługujecie. Żyjecie w zaślepieniu. Czas się przebudzić i wyjść z niewoli tego, który jest ojcem kłamstwa i zabójcą od początku. Trzeba się nawrócić! Dla was też jest miłosierdzie, za was też umarł Chrystus. Trzeba się nawrócić!

V l jeszcze jedno. Pamiętajcie, że nie wolno wam zmuszać państw do ustanawiania przepisów aborcyjnych. Nie wolno wam zmuszać szpitali ani lekarzy, ani służby zdrowia do wykonywania aborcji. Nie wolno, chociażby w imię demokracji, na którą z taką lubością się powołujecie. Lekarz, pielęgniarka, dyrektor szpitala mają prawo, owszem, mają obowiązek odmówić wykonania waszego nakazu. Mają takie prawo i nikomu nie wolno tego prawa ich pozbawiać, nie wolno ich w żaden sposób za to karać. Nie wolno zadawać gwałtu ich sumieniu ani ich wolności.
"Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony... albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie... Ty jesteś Piotr, czyli opoka - skała. I na tej skale zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego, cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" (por. Mt 16, 17-19).
Trzeba słuchać Piotra żyjącego w swoich następcach. Trzeba słuchać Papieża Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI. Trzeba ich słuchać, zwłaszcza w sprawie najważniejszej, jaką jest prawo człowieka do życia.

ks. bp. Stanisław Napierała
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Ciekawe artykuły Strona Główna -> Godność Człowieka Wszystkie czasy w strefie GMT
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group